5 filmów, na które trzeba zwrócić uwagę podczas Docs Against Gravity Film Festival

Od czterech lat na największym w Polsce festiwalu filmów dokumentalnych opiekujemy się sekcją „Miasto jest nasze”. Wraz z reżyserami analizujemy miejskie życie we wszelkich jego formach – od muzyki, przez street art, po ubrania. Bierzemy pod lupę zwyczaje subkultur, krążymy po ulicach w poszukiwaniu interesujących trendów i inicjatyw. Kibicujemy aktywistom, którzy beton kochają, ale i z nim walczą, gdy staje się synonimem uprzedzeń urzędników, decydujących o tym, jak nam się w mieście żyje.

W tym roku wybraliśmy pięć dokumentów. Obraz, który rysuje się po ich obejrzeniu, jest mniej optymistyczny niż w latach poprzednich. Mniej tu inspirujących pomysłów i oryginalnych recept na przyjazne miasto, więcej codziennych problemów wywoływanych przez globalne czynniki. O ścieżki rowerowe wiemy już, jak zabiegać, ale jak indywidualnie stawić czoło takim kwestiom jak bezrobocie, postępujące rozwarstwienie społeczne czy widmo rozpadającej się Unii Europejskiej? Reżyserzy nie znają odpowiedzi. Obserwują. Możecie do nich dołączyć w maju, podczas 13. edycji festiwalu Millenium Docs Against Gravity, który w Warszawie i kilku innych miastach rusza 13 maja.

 

sonita

„Sonita”

  • reż. Rokhsareh Ghaem Maghami

W 2003 r. młodziutka irańska reżyserka Samira Makhmalbaf nakręciła paradokumentalny film „O  piątej po południu”. Przedstawiła w nim historię nastoletniej Noghreh, nastolatki żyjącej w Afganistanie tuż po interwencji amerykańskiej. Ambitna dziewczyna wierzy, że po upadku opresyjnego reżimu talibów wszystko zmieni się na lepsze. Nadejdą czasy wolności, a ona w przyszłości będzie mogła zostać politykiem, tak jak Benazir Bhutto w sąsiednim Pakistanie.

Dokument „Sonita” można potraktować jako gorzki epilog do tych marzeń. Po ponad dziesięciu latach Afganistan znowu jest pogrążony w wojnie, a tytułowa bohaterka, rezolutna 11-latka, musi bez rodziców i braci szukać schronienia w Iranie. Nic dziwnego, że ma bardziej przyziemne marzenia. Chce rządzić nie całym krajem, lecz swoim życiem. I rapować. O tym, co dla niej ważne. Ale zarówno w Iranie, jak i Afganistanie kobiecie nie wolno śpiewać. O karierze muzycznej nie ma więc mowy.

Rodzina ma wobec dziewczyny swoje plany – by zdobyć pieniądze potrzebne dla brata Sonity, jej matka zgodnie z lokalną tradycją postanawia zaaranżować małżeństwo i „sprzedać” ją za 9000 dolarów starszemu, nieznanemu mężczyźnie. Z pomocą przyjdą jednak autorzy filmu i YouTube. Reżyserce udało się uchwycić przemianę naiwnej nastolatki marzącej o byciu córką Michaela Jacksona w świadomą swoich praw bojowniczkę. Nie popełniła też błędów twórców obsypanego nagrodami „Mustanga”, poruszającego podobną tematykę. Nie demonizuje obrońców patriarchalnej tradycji. Jako osoba, która w niej wyrosła, dostrzega, że trwają oni przy szowinistycznych zwyczajach niekoniecznie dlatego, że są zwyczajnie źli, ale ze względów ekonomicznych. W „Sonicie” to bieda jest podstawowym źródłem opresji.

 

Thru You Princess

„Thru You Princess”

  • reż. Ido Haar

O sile YouTube’a – ale i pułapkach, które on zastawia – przekonuje się również bohaterka izraelskiego dokumentu Ido Haara. Samantha Montgomery, 38-letnia czarnoskóra mieszkanka Nowego Orleanu, nie jest materiałem na gwiazdę światowego formatu. Przekonuje się o tym podczas przesłuchań do jednego z popularnych realisty shows.

Na co dzień pracuje w domu opieki spokojnej starości, próbując związać koniec z końcem. Śpiewa. Jej wideodziennik, na którym zamieszcza swoje piosenki i przemyślenia, śledzi kilkanaście osób. Jest wśród nich Kutiman, izraelski artysta, który wraz z reżyserem dokumentu postanawia bez wiedzy Samanthy odmienić jej życie. Intencje godne pochwały, ale efekt jest dyskusyjny. O muzyku i producencie Ophirze Kutielu świat usłyszał w 2009 r., gdy pod pseudonimem Kutiman stworzył projekt „Thru You” – utwór-remiks skompilowany wyłącznie z nagrań dźwięków znalezionych na YouTubie.

Autorzy filmików aż do chwili ukazania się kompozycji nie wiedzieli, że ich niepozorne wrzuty zostały przez niego wykorzystane. Podobnie jest z Samanthą, która w internecie dzieli się nie tylko piosenkami, lecz także najbardziej intymnymi historiami ze swojego życia. Ido Haar konsekwentnie nie zdradza jej, o czym robi film. Choć kobieta w końcu spełni marzenie tysięcy youtuberów walczących o share’y i liczących na pięć minut internetowej sławy, to podejście twórców może budzić wątpliwości.

Czy Kutiman i Haar nie pasożytują na dziewczynie? Wyciągają zdolną artystkę z niebytu niczym bezinteresowni promotorzy czy budują swoje portfolio? Na ile może sobie pozwolić artysta, zasłaniając się zasadami funkcjonowania kultury remiksu? „Thru You Princess” kończy się optymistycznie, ale w czasach internetu łatwo samodzielnie skonfrontować wymowę filmu z rzeczywistością. Kanał Samanthy zyskał kilkuset obserwatorów, posty mają kilkadziesiąt wyświetleń, Wikipedia milczy. To nie przypadek Sonity. W dłuższej perspektywie pięć minut Samanthy może mieć gorzkie konsekwencje.

 

Favela funk

„Favela funk”

  • („Mind of Favela Funk”)
  • reż. Fleur Beemster, Elise Roodenburg

Bunt wobec establishmentu przyjmuje różne formy. W zeszłym roku widzieliśmy reprezentantów brazylijskiej subkultury pixacao – streetartowców z Sao Paulo, którzy bez zabezpieczeń wspinają się na wieżowce, by bogatym i uprzywilejowanym dać znać o swoim istnieniu. W fawelach pod Rio de Janeiro służy do tego funk zwany cariocą. Nie ma on wiele wspólnego z północnoamerykańskim gatunkiem, który pod koniec lat 50. kształtował James Brown.

W funku z brazylijskich slumsów od rytmicznej muzyki bardziej się liczy treść – wulgarna, jawnie szowinistyczna, przedmiotowo traktująca kobiety, gloryfikująca seks, przemoc i świat przestępczy. Młode holenderskie reżyserki postanowiły zgłębić fenomen popularności baile funku. Przyglądają mu się bez europejskich uprzedzeń, odważnie przecierając szlaki w labiryncie niebezpiecznych uliczek. Poznają lokalne gwiazdy carioki i ich fanów, pytają młodych Brazylijczyków, czym jest dla nich seks, miłość i zdrada, dotrzymują im towarzystwa na imprezach organizowanych przez gangsterów.

Za maską prymitywnego maczyzmu udaje im się dostrzec nie tylko szkodliwe stereotypy, ale i wyzywającą kulturę wykluczonych rzesz. W centrum Rio carioca jest zakazana, w fawelach zaś staje się językiem wolności. Prowokacją wymierzoną w oderwaną od rzeczywistości klasę wyższą, która za fasadą poprawności skrywa grzechy znacznie cięższe niż słuchanie sprośnych kawałków o seksie oralnym.

 

A010_C001_0316FK

„Mrowisko”

  • („Anthill”)
  • reż. Władimir Loginow

Wykluczonych nie trzeba szukać za oceanem. Reżyser Władimir Loginow znajduje ich w jednej z zaniedbanych dzielnic Tallina. Tuż obok bloków stoi betonowy parking. Pięć pięter, 700 boksów, mnóstwo osobistych historii. Mieszkańcy używają budynku nie tylko do przechowywania samochodów. Parking jest jednocześnie synonimem ich bezradności i kreatywności – niektórzy tu mieszkają na kilku metrach kwadratowych, inni spędzają całe godziny w swoich prywatnych muzeach, wśród zbieranych przez całe życie szpargałów, które pamiętają kilku pierwszych sekretarzy ZSRR.

Są tu też podrzędna restauracja, sauna, a nawet klinika weterynaryjna. Na terenie parkingu żyją głównie mężczyźni w średnim wieku. Ci, których nowa Europa nie kocha – nie umieli skorzystać z owoców transformacji politycznej, a wolny rynek odesłał ich na margines. Tytułowe mrowisko okazuje się dla nich enklawą, miejscem, do którego mogą uciec przed rzeczywistością stale przypominającą im o życiowej porażce. Władimir Loginow tworzy galerię osobliwości niczym Ulrich Seidl, ale nie celuje w groteskę. Bohaterom przygląda się z dystansu, ale i z szacunkiem. Wie, jak duży procent społeczeństwa stanowią podobni do nich.

 

Europa

„Europa, która kocha”

  • („Europe, She Loves”)
  • reż. Jan Gassman

„Każdy jest kowalem swojego losu”, od kilku dekad powtarzają nam jak mantrę adepci neoliberalizmu. Ci, którzy wzięli sobie te słowa do serca, raczej nie przejmą się problemami bohaterów fabularyzowanego dokumentu Jana Gassmana. Cztery pary mieszkające w czterech odległych miastach Europy – Dublinie, Sewilli, Tallinie i Salonikach. Ludzie na różnych etapach drogi życiowej, ale z podobnymi problemami. Siobhán jest uzależniona od heroiny i utrzymuje się ze swoim partnerem dzięki pomocy społecznej.

Caro pracuje jako kelnerka, jej chłopak jest bezrobotny. Greczynka Penny postanawia wyjechać do Włoch w poszukiwaniu pracy. Z kolei Veronika z Estonii jest dyskotekową tancerką i wychowuje dwoje dzieci. Wszyscy starają się utrzymać na powierzchni. Być może nigdy nie byli awangardą swojego pokolenia, ale nie planowali też zasilić nizin społecznych. Zwykli, przeciętni ludzie.

Gassman obserwuje, jak stawiają czoło coraz trudniejszej rzeczywistości. Ich codzienne życie i kłopoty – nieefektowne, wręcz niefilmowe, ale przez to bardzo prawdziwe – są zestawione z jednej strony z niepokojącymi doniesieniami o odradzającym się skrajnym nacjonalizmie, a z drugiej z pełnymi hipokryzji deklaracjami polityków. Historie bohaterów w połączeniu z jednostajną elektroniką i nastrojowymi zdjęciami miast składają się na przygnębiający obraz „najbardziej wolnego i najlepiej prosperującego regionu świata”. Europy, która znika.

 

Dodaj komentarz