4 współczesne westerny, które odkurzyły Dziki Zachód

„Slow West” Johna Macleana, które w ostatni piątek weszło do polskich kin, odświeżyło pozornie niedzisiejszą konwencję westernu. Jeśli przypadł wam do gustu Michael Fassbender paradujący po ekranie w niedopranych kalesonach, sięgnijcie po inne, mniej znane historie o Dzikim Zachodzie, które bawią się gatunkowymi motywami. Australijską, tajską, kobiecą i… polską.

 

„Propozycja”
reż. John Hillcoat

Gwałty, rabunki i zabójstwa – wszystko w drodze powrotnej z niedzielnej mszy. Australijskie bezdroża w drugiej połowie XIX wieku to nie najlepsze miejsce na spacer. O ich renomę w filmie Johna Hillcoata, opartym na powieści samego Nicka Cave’a, dbają niejacy bracia Burns. Gdy Charlie i opóźniony umysłowo Mikey w końcu zostają schwytani przez władzę, Charlie dostaje propozycję nie do odrzucenia. Ominie go kara, jeśli w ciągu kilku dni sprzątnie swojego drugiego brata Arthura – psychopatę prześladującego Aborygenów. „Propozycja” to krwawy, sugestywny portret Australii – kraju, w którym jedynym zrozumiałym przez wszystkich językiem jest przemoc.

 

„Łzy czarnego tygrysa”
reż. Wisit Sasanatieng

Western na progu XXI wieku zawędrował do Azji Południowo-Wschodniej. Tajlandzkie „Łzy czarnego tygrysa” wpędziłyby do grobu Clinta Eastwooda, gdyby sięgnął po ten majstersztyk kampu. Wisit Sasanatieng reguły gatunku i amerykańską mitologię traktuje z nonszalancją producenta przekształcającego muzykę klasyczną w utwory w formacie midi. Są więc pojedynki, ale wpisane w serie niekończących się zbliżeń gładziutkich azjatyckich twarzy rewolwerowców i ujęć w zwolnionym tempie na tle krwiście czerwonego słońca, są westernowe dekoracje z kartonu, jest miłość, oczywiście tragiczna, i niesprawiedliwość, oczywiście najbardziej niesprawiedliwa, oraz złoczyńcy, z sercem czarnym jak smoła. Kino dla najodważniejszych weteranów karaoke.

 

„Meek’s Cutoff”
reż. Kelly Reichardt

W 2014 roku Tommy Lee Jones w „Eskorcie” zaskoczył wizją Dzikiego Zachodu przedstawioną z kobiecej perspektywy. W roli kobiety, która rozstawia mężczyzn po kątach, etatowa siłaczka Hollywoodu, Hilary Swank. Tym razem w czepku. Ale o kobiety na teksaskiej pustyni wcześniej – i z lepszym skutkiem – upomniała się już Kelly Reichardt, jedna z ciekawszych niezależnych reżyserek ze Stanów. W czepek ubrała Michele Williams. W „Meek’s Cutoff” jej bohaterka przedziera się wraz z mężem przez pustynię Oregonu. W trudnej wędrówce zaczyna im towarzyszyć Indianin. Film Reichardt nie jest kolejnym komiksowym obrazem o dzielnych chłopcach walczących o honor i sprawiedliwość. To jedna z najbardziej naturalistycznych, bliskich realiom wizji dziewiętnastowiecznej Ameryki.

 

„Summer Love”
reż. Piotr Uklanski

Polacy też mają swój wkład w historię westernu. Artysta Piotr Uklanski zrobił Dziki Zachód na miarę naszych możliwości. Potoki czerwonej farby imitującej krew, łowcy głów i rewolwerowcy, miasteczko jakby wyciągnięte z lunaparku w Jaworznie na początku lat 90. – całość utrzymana w wyjątkowej estetyce pirackich wypożyczalni kaset wideo. Do tego kwiat polskiego aktorstwa, na czele z Katarzyną Figurą w roli nieszczęśliwej barmanki, cedzący angielskie słówka z nienagannym słowiańskim akcentem.